Na północ od Muru Hadriana
Autor Wiadomość
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-05-09, 13:10   Na północ od Muru Hadriana

Anglia, rok 209


To był wietrzny, aczkolwiek wyjątkowo ciepły i słoneczny dzień, jak na warunki północnej Brytanii. Wędrowała pieszo, boso, pokonując jeden trawiasty pagórek za drugim. Zostawiała za sobą smugę obumarłej, wyschniętej trawy i bruzdę spowodowaną ciągnięciem po ziemi zdecydowanie za dużej dla jej aktualnego ciała kosy. Całe szczęście była wciąż w stanie ją dzierżyć i używać w walce, a kolejną, wzywającą ją bitwę już słyszała. Nad rozległymi terenami roznosiło się echo ludzkich krzyków, szczęku metalu uderzającego o metal oraz głuchych uderzeń obuchów o tarcze i czaszki. Wspięła się na kolejne wzgórze, dopiero z niego ujrzała pole walki. Pancerze przeciwko nagim, zdobionym misternymi malunkami ciałom. Czerwone pióropusze zdobiące hełmy, przeciwko rudym rozwichrzonym włosom. Włócznie i prostokątne scutum przeciwko zakrzywionym mieczom i okrągłym tarczom. Uśmiechnęła się. Część otaczającej ją, niewzruszonej wiatrem mgły rozpłynęła się po jej nagim ciele tworząc ruchomy wzór imitujący wojenne malunki każdego z piktyjskich plemion, dla którego zdarzyło jej się już walczyć. Powoli nabierała w tym wprawy. W mordowaniu.
Chwyciła broń oburącz i zbiegła ze wzgórza samotnie nacierając z flanki na legionistów skupionych na znajdujących się przed nimi dzikusach. Rzymianie uznali ją za zagrożenie dopiero, gdy rozbiła im szyki za jednym zamachem ścinając cztery głowy. Otaczająca ją mgła rozsypywała w proch każde ciało, które zbliżyło się do niej na odległość mniejszą niż zasięg kosy, a tych, którzy znajdowali się odrobinę dalej osobiście szatkowała niebiańskim ostrzem. Śmiała się, tak głośno, że nie zagłuszały jej nawet krzyki jej ofiar. Tym, którzy jeszcze nie jęczeli w agonii cisnęło się na usta jedno słowo: Daemon.
Biedni, zaraz mieli się dowiedzieć, że nie jeden.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-05-09, 21:09   

Przybyła na wezwanie piktyjskich szamanów już jakiś czas temu. Musieli władać potężną magią skoro udało się im przywołać istotę z tak odległego od Ziemi wymiaru, a nie jak to zazwyczaj było kogoś z piekła. Niestety piekielne istoty inteligencją zazwyczaj grzeszą i Enchantress często było za swoich dalekich kuzynów po prostu wstyd. W końcu wszyscy byli dziećmi Lilith. Z tym, że jej rasie udało się zbudować prawdziwą cywilizację i nie byli zmuszeni żerować na ludziach. Ah i w tych czasach znana była jako Bean Bhàsail, a język Piktów był pierwszym jaki poznała. Ludzie - kruche istoty jednak ci zaimponowali jej znajomością magii i stylem życia zgodnym z naturą, na temat, której posiadali głęboką wiedzę. To właśnie Piktowie nauczyli demonicę jak żyć na ziemi - lekcje, które są bliskie jej sercu aż do tej pory.
Teraz jednak nadszedł czas bitwy. Tuż przed nią zyskała kilka magiczncyh tatuaży dodanych do tego co już przyniosła ze swojego wymiaru. Część z nich była ochronna, a część to tatuaże świadczące o odwadze na polu walki i uznaniu. I oh magii było w powietrzu tyle, że nie musiała wchodzić w ciało żadnego człowieka. Cudowne czasy.
-Bean Bhàsail, już czas odezwał się jeden ze starszych siedzący obok niej po turecku przy ognisku. Enchantress wstała, przywołała dwa swoje miecze i idała się na przód pola walki. Miała wokół siebie kilku wojowników, których uleczyła z poprzednich bitew. Oni chcieli być blisko niej najbardziej. Rozpoczeło się natarcie. Kolejni Rzymianie przekonali się, że zwykła broń nie jest w stanie przebić jej ciała.
-Moja kolej Rzuciła z szyderczym uśmiechem i teleportowała się za piątkę Rzymian po czym zrobiła cięcie obydwoma mieczami i pięć głów potoczyło sie po ziemi. Wtedy właśnie kątem oka zobaczyła istotę z kosą, której dotąd nie widziała. Co więcej czuć było od niej magię. Kim była i co tutaj robiła. Czy to szpieg? Niezwłocznie teleportowała sie niemalże obok niej.
-Kim jesteś i co tutaj robisz? zapytała w języku Piktów.
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-05-10, 15:02   

Bez szczególnego wysiłku pozbawiała jednego człowieka za drugim połączenia pomiędzy poszczególnymi częściami ciała, gdy nagle ktoś popsuł jej kolejne, upatrzone zabawki. Z twarzy zszedł jej dotychczas jedynie coraz bardziej, coraz upiorniej rozrastający się uśmiech. Magia! Do tej pory spotkała na tym nieszczęsnym padole jedynie mizernych ludzi, czasem jakichś ludzkich pseudo szamanów, to była nowość. Przez moment dopuściła nawet do siebie myśl, że to może być jej brat, lub siostra, lecz gdy istota pojawiła się tuż przy niej momentalnie stwierdziła, że nie. To nie mógł być nikt kogo zna. Na pewno zapamiętałaby to pozornie kojarzące się z piekłem, a jednak tak odmienne uczucie.
Odruchowo, gwałtownie odsunęła się o krok. Drugi. Zagęściła mgłę wokół intruza naruszającego jej przestrzeń osobistą i zamachnęła się kosą w celu natychmiastowej eliminacji. Czekaj! Zatrzymała ostrze zaledwie kilka centymetrów od ciała Enchantress. Piktyjski? Otaksowała postać demona. Nie rozsypuje się. Cofnęła mgłę, która teraz krążyła wokół obydwu jak stado wygłodniałych wilków. I zabija tych samych co ja.
- Zniszczenie. Zemsta. Sąd. Sprawiedliwość. Śmierć - odparła kalecząc język Piktów odwodząc kosę i opierając ją o ziemię. Żyła na ziemi już dobre kilka lat, lecz tajniki gramatyki wciąż ją przerastały. Tym ciągiem rzeczowników zdradziła zarówno, co aktualnie robi, powód, a także swoje imię, jeśli oczywiście Enu domyśli się, że to jest imię, a nie kolejne słowo do łańcuszka skojarzeń. Pokrywające ją wzory płynnie nabrały kształtów noszonych przez plemię władające terenami na zachód. Rozejrzała się, po czym zmieniła ruchomy malunek na ten, który preferowali wojownicy towarzyszący Enchantress.
- Ty? - zapytała zerkając na nią ciekawie, ale jednocześnie z lekką rezerwą. Jak zwierzątko, które jeszcze nie jest całkiem pewne, czy chce się zbliżyć na tyle, by zjeść wyciągnięty ku niemu, leżący na dłoni smakołyk.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-05-11, 13:20   

Magia. Fakt ludzie nie władali w stopniu zaawansowanym magią, niemniej jednak było tak wielu praktykujących,m że wystarczająco dużo magii było w tym wymiarze, że Enchantress nie musiała przejmować żadnego ludzkiego ciała.
Pierwszy raz widziała w tym wymiarze taką czarną mgłę, która jak się okazało wywołała dosyć zabawne uczucie łaskotania. Nie to jednak, a fakt odsunięcia się przez tą istotę, o krok apotem następny wywołało uśmiech na twarzy. Nawet silniejsze od zwykłych ludzi istoty widocznie odczuwały co najmniej respekt przed demonicą. Nie cofnęła się kiedy kosa znalazła się blisko jej ciała, jedynie przekrzywiła głowę na bok. Tym bardziej, że kosa zatrzymała się dobre kilka centymetrów od jej własnego ciała. Istota najwyraźniej coś sobie uświadomiła bowiem i ta mgła wywyłująca to zabawne uczucie została cofnięta. Wszystko wskazywało na to, ze powstrzymuje się od taka. Patrząc na jej nagie ciało pokryte tatuażami, widać było, że jest po piktyjskiej stronie. Choć jej język piktyjski jak się miało okazać pozostawiał wiele do życzenia. Przez chwilę przez głowę Enchantress przeszła myśl, że może ona szpieguje na rzecz Rzymian. Choć zapewne wtedy zabiłaby jednego no może dwóch Rzymian, a nie aż tylu. I trzeba przyznać, że odpowiedź istoty zdecydowanie podobała się demonicy.
I ostatnie słowo. Śmierć. Do tego miała kosę. W niezbyt obszernych informacjach w biblitekach w jej wymiarze Enu mogła przeczytać, że taka broń ma szczególne znaczenie, symbolizuje śmierć. Nie chciała jednak tego odczytywać w sposób dosłowny,
-Nayzwają mnie Bean Bhàsail. Dzięki moim umiejętnościom bojowym jestem jedną z lokalnych przywódców klanowych. I planujemy zrównać Rzymian z ziemią powiedziała po piktyjsku, jednak powoli by jej rozmówczyni mogła zrozumieć. Nie miała zamiaru zdradzać od razu kim jest. I nigdy nie powie jak nazywa się naprawdę ani nazwy swojego wymiaru i rasy.
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-05-14, 08:10   

To nie był respekt, to było jedynie obranie najodpowiedniejszej pozycji do obserwacji nieznanego i ewentualnej eliminacji. Kosą cięło się optymalnie cele oddalone właśnie o około dwa kroki.
Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że rzymskie Legiony przysłuchiwały się i przyglądały tej rozmowie dwójki nadnaturalnych istot bez ruchu. Kilku wręcz natychmiast postanowiło skorzystać z okazji i zaatakować rozproszone konwersacją kobiety. Tym, którzy cisnęli włóczniami się poszczęściło, jedynie ich broń rozsypała się w proch, gdy tylko wleciała w mgłę. Ci, którzy rzucili się na Śmierć i Enchantress osobiście podzielili los włóczni. Niektórzy zorientowali się, że coś jest nie tak na tyle wcześnie, by uratować nawet połowę ciała. Teraz konali wijąc się po ziemi. Reszta... reszta czekała na dogodniejszą okazję do ataku, lub zwróciła się przeciwko nacierającym piktyjskim wojownikom.
Śmierć przechyliła głowę wolno analizując każde, wypowiedziane przez demona słowo. Bhàsail? Tego określenia używano również w stosunku do niej samej. Nie była pewna, czy czuła z tego powodu jakąś bliskość wobec Enu, czy bardziej zazdrość i niechęć. W ogóle nie była pewna, co czuje. W Niebie nie miała aż tylu uczuć do ogarnięcia, szczególnie tych negatywnych.
- Tak więc. Nie gadaj wiele. Czyń. Walcz - odparła zdawkowo. Przerwała ciągłość mglistej sfery osłaniając nią teraz jedynie swoje własne plecy. Pozwoliła Rzymianom się zbliżyć. W końcu zabijanie na odległość nie było nawet w połowie tak pasjonujące, jak bezpośrednia walka. Legioniści oczywiście zaatakowali. Co mieli innego zrobić? Uciec? Zdezerterować? Wzięła potężny zamach kosą znad głowy. Silnym cięciem zdekapitowała pierwszą dwójkę legionistów. Ich ciała biegły jeszcze kilka kroków z samego rozpędu. Okręciła broń wokół bioder zataczając krąg ostrzem i pozbawiła je nóg dając sobie tym samym dostęp do kolejnych celów. Rzuciła się na pierwszego po prawej, zatrzymała wirujący ruch kosy, chwyciła ją pewnie, w obydwie dłonie i z nadludzką siłą wbiła jej trzonek w tchawicę upatrzonego człowieka. Ten, raczej odruchowo, lecz może rzeczywiście z jakimś strategicznym zamiarem chwycił drzewiec obydwoma rękami. Śmierć musiałaby się z nim siłować, by odzyskać swoją własność, więc uznała, że pozwoli mu najpierw spokojnie sczeznąć. Zgrabnie uchyliła się przed wymierzonym w nią, krótkim mieczem innego żołnierza. Z braku broni tego zabiła gołymi rękoma. Wyciągnęła dłoń ku jego twarzy wbijając serdeczny i wskazujący palec w jego gałki oczne. Całe ciało mężczyzny momentalnie wyschło, zmumifikowało się, a po chwili rozsypało. W garści Śmierci pozostał tylko rdzewiejący, koryncki hełm. W międzyczasie przebity rękojeścią kosy mężczyzna przestał charczeć i upadł na ziemię puszczając drzewiec. Przydepnęła go jedną nogą i szybkim ruchem wyciągnęła swoją broń. Mogła kontynuować równanie Rzymian z ziemią.
Wpierw jednak zerknęła w kierunku Enchantress. Nie żeby się o nią martwiła. Nie miała też najmniejszego zamiaru ruszać jej z pomocą, jeśli ta by jej potrzebowała. Potrzeba pomocy wobec tak słabych przeciwników byłaby tylko dowodem na to, że demon nie nadaje się na przywódcę klanowego. Z resztą, nie była tu po to, by ratować. Była tu, by niszczyć.
Natarła na kolejnych wojowników bezlitośnie ich miażdżąc.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-05-19, 22:26   

Tak, to prawdopodobnie nie był respekt, ale, w związku z tym, że kosa nie istniała nawet jako broń w wymiarze skąd pochodziła Enchantress, ba zapewne nie istniała w ogóle, bo i plonów nie trzeba było zbierać w wymiarze, w którym nikt nie musiał jeść. Cały wymiar był swoją drogą nietknięty poza miastami, w których mieszkały demony.
Enchantress przekrzywiła głowę na bok obserwując jak rzymscy legioniści rozsypują się w proch tak samo jak ich broń. Najbardziej jednak zabawne były te resztki rzymskich legionistów wciąż żywe i wijące się z bólu na ziemi.
-Interesująca szcztuczka rzuciła wskazując na śmiertelnie rannych żołnierzy. Kiedy jej rozmówczyni się odezwała, na ustach demona zagościł drwiący uśmiech.
-Myślałam, że nigdy nie zapytasz stwierdziła po czym odwróciła się do rzymskich legionistów, którzy zdecydowali się zaatakować kiedy to mgła ustała. Enchantress nie miała ochoty zdradzać wszystkich swoich sztuczek przy tej istocie, takich jak lewitacja czy zatrzymywanie czasu, choć z drugiej strony miała też ochotę zabawić się z ludźmi. Rzuciła wobec tego miecze na ziemie, a jeden z Rzymian uznał, że mimo tego, że jest bezbronna lepiej będzie zabić ją i wbił miecz w jej brzuch. Jakież było jego zdziwienie, kiedy z jej brzucha nie popłynęło nic, a Enchantress jedynie wyszeptała
-Moja kolej po czym złapała go za głowę jedną ręką, drugą kolejnego legionistę stojącego obo i po prostu bez zbytniego wysiłu urwałą im obydwu głowy gołymi rękami odzielając je od ciała. Odrzuciła je na bok, wyjęła miecz z brzucha róznież się go pozbywając, złapała dwa swoje miecze i kontynuowała natarcie na legionistów.
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-05-21, 15:58   

Sztuczka? Tak, zdecydowanie można to było nazwać sztuczką. Śmierć czuła się jak pełnoprawny mag, mag mogący kiedyś rzucać fireballami, wskrzeszać zmarłych i tworzyć całe magiczne miasta, mag zdegradowany do pozycji, w której musi się zadowolić wyciąganiem monety zza ucha jakiegoś młokosa. Przy jej dawnej potędze to, co robiła tutaj przyprawiało ją wręcz o śmiech przez łzy. Była żałosna!
Mimo tych przemyśleń uśmiechnęła się lekko na widok wyczynu Enchantress. Lekko i jakby drwiąco. Niemądra istota - stwierdziła zakładając, że Enu się popisuje. Kiedyś trafi na miecz, który dla odmiany zrobi jej krzywdę i się grubo zdziwi. Nie mogła jej jednak odmówić poczucia humoru, dobrego, bo podobnego. Nie mogła też odpędzić pewnego uczucia zazdrości, że sama nie była w stanie tak wymyślnie i malowniczo pozbywać się przeciwników.
Walka trwała. Obecność dwójki nadzwyczajnych wojowniczek ewidentnie działała na niekorzyść rzymskich Legionów. Po niedługim czasie zaczęli się wycofywać pod naporem wojsk piktyjskich. Śmierć wykańczała każdego, kto jej się nawinął, aczkolwiek nie zniżała się do gonienia za uciekinierami zostawiając to zadanie ludziom. Po jakiejś godzinie przeciwników w końcu zabrakło, a nad polem walki zaczęły zbierać się kruki. Uniosła głowę wpatrując się w czarne, skrzeczące chmary na twarzy znów wykwitł jej uśmiech, tym razem pełen satysfakcji.
- Heh, ścierwo. Za życia i po śmierci - skomentowała, po czym kopnęła jedno z trucheł leżących jej na drodze, a to przeturlało się kilkadziesiąt centymetrów. Zazwyczaj po walce była zapraszana do wioski przez klan, który wsparła, albo przynajmniej składano jej jakiś hołd i dary przed dalszą podróżą. Tutaj jednak sprawa miała się inaczej. Skoro ci Piktowie mieli już własne bóstwo niekoniecznie musieli być skłonni serdecznie przywitać nowe. No i oczywiście to ich bóstwo nie musiało być skore dzielić się względami podwładnych. Bezpardonowo depcząc w zastraszającym tempie gnijące pod jej stopami zwłoki zbliżyła się do Enchantress. Była pokryta czerniejącą krwią tak, że ledwo dało się dojrzeć zdobiący ją, ruchomy rysunek, a jej, niespotykane na tych terenach, jasne włosy zyskały od posoki znacznie bardziej charakterystyczny dla Piktów, rudawy odcień.
- Zostać w tej okolicy na noc - bardziej stwierdziła niż zapytała. Tym razem udało jej się uniknąć większych ran na ciele, ale stopy jak zwykle zjechała sobie doszczętnie. Wystarczyło raz, czy drugi nadepnąć boso na porzucony miecz, topór, czy włócznię. Już się niby oswoiła z faktem, że ból jest nierozerwalną częścią tego świata, czasem uważała go nawet za ciekawy, intrygujący, na przykład wtedy, gdy pierwszy raz wsadziła dłoń do ogniska. Teraz jednak był jedynie uciążliwy.
- Nie przeszkadza? - nie, to nie było pytanie o pozwolenie, chociaż może na takie wyglądało. Chciała się zwyczajnie dowiedzieć, czy będzie musiała sprawić, że Enu jej obecność przestanie przeszkadzać.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-06-01, 22:58   

Mag, to bardzo ziemskie określenie, przynajmniej z perspektywy Enchantress, dla niej magia była normą, życiem nawet, nie trzeba było tworzyć specjalnej kategorii. Ale w tym wypadku to chyba akurat racja. Można było Śmierć określić jako potężnego maga, który niestety utracił dużą część ze swoich możliwości.
No bardzo możliwe, że kiedyś natknie się na jakąś potężną broń, która może zrobić jej krzywdę, jednak spodziewała się, że wyczuje jej magiczną moc zanim do takiego ataku dojdzie i napastnik z bronią będzie blisko. Cóż nie miała zbytniego pojęcia o mieszkańcach innych planet, jednak wciąż w tym wymiarze. Dobrze, że jednak miały podobne poczucie humoru jak się miało okazać.
Bitwa trwała całkiem dużo czasu jednak każda jej chwila zdecydowanie podobała się Enchantress, która bez większych problemów radziła sobie z Rzymianami. Faktycznie zarówno obecność jej jak i Śmierci zdecydowanie przechyliła szalę zwycięstwa na stronę piktyjskich plemion.
Piktowie może i mieli już swoje bóstwo, ale to nie znaczy, że Enchantress miała nie docenić umiejętności innej wyższej najwyraźniej istoty. Obydwie były całe czerwone od krwi, jednak taki wizerunek bardzo się Enchantress podobał.
-Jesteś zaproszona by spędzić tyle czasu ile chcesz. Obydwie będziemy wychwalane jako bohaterki tej nocy. Oczywiście możesz zostać tyle ile zechesz odparła. Enchantress wiedziała, że szykuje się duża uczta - oana sama nie musiała jeść, niemniej jednak zawsze brała w nich udział. Jej rozmówczyni może potrzebować pokarmu, kto wie.
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-06-07, 15:03   

Rozluźniła chwyt na drzewcu jej broni zdecydowanie ukontentowana, że nie doszło do żadnego konfliktu. Trochę zdziwiła ją otwartość przywódczyni piktyjskich klanów i niczym niezmącona chęć dzielenia się tytułem bohatera. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała, ale miała wrażenie, że na miejscu Enu nie pozwoliłaby żadnej niebędącej Jeźdźcem istocie, która nie okazałaby się od niej ewidentnie silniejsza na równoważną relację. Teraz w sumie brak dominacji nad Enchantress również jej odrobinę przeszkadzał, jednak postanowiła się wstrzymać z próbami pokazania swojej wyższości. I tak nie miała zamiaru zostać tu na długo. Skinęła głową na zaproszenie. Nie w ramach podziękowania, a zwyczajnej akceptacji.
- Starczy jedna noc - powtórzyła informując ile czasu ma zamiar spędzić w tej okolicy. Niby była nieśmiertelna, ale nie chciała go marnować. Siedząc bezczynnie na tyłku na pewno nie odnajdzie swojego rodzeństwa. Rozejrzała się po okolicy. Tubylcy podzielili się na kilka grup: rannych i opatrujących, zdzierających łup z rzymskich zwłok oraz tych wycofujących się do wiosek. Zrobiła kilka kroków za tą ostatnią grupą, lecz zatrzymała się, odwróciła ku Enu i rzekła:
- Prowadź.
W towarzystwie demona nie była aż tak narażona na strach i podejrzliwość ze strony tubylców.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-06-26, 10:19   

Coz wyobrazenie o cwierc inteligentnym demonie, ktory atakuje wszystko co sie rusza jest bledne. Konflitku z istotami rownie silnymi, jezeli sytuacja badz oczywisty konflikt interesow do tego nie zmuszaja mozna unikac. I Enchantress nie miala chyba wpojonego ludzkiego pojecia o glorii i chwale. Zdawala sobie sprawe, ze Piktowie polegali na niej w pewnej czesci, najbardziej jednak liczylo sie zwyciestwo ich strony a nie pojedyncza chwala jej imienia, dlatego nie miala problemu z dzieleniem sie zwyciestwem.
-Jak sobie zyczysz. W takim razie, bedzie to niezapomniana noc, z uczta jakiej nie widzialas powiedziala po czym skinela glowa i ruszyla przed siebie. Po drodze kilka razy uniosla miecz do gory i wydawala z siebie bojowy okrzyk, ktory za kazdym razem spotkal sie z taka sama odpowiedzia. W koncu dostarczono im dwa konie, zakladajac, ze Smierc umiala jezdzic konno, juz niedlugo znalezli sie w wiosce, gdzie Enchantress przywitaly male dzieci, wszystkie wyciagaly do niej rece, a ona glaskal z zaciekawieniem za to przygladaly sie Smierci. Nastepnie weszly do olbryzmiego namiotu zrobionego ze zwierzecych skor.. W srodku orpocz kilku wojowniczek, stal olbrzymi stol zastawiony jedzeniem, a krzesla, czy tez nawet tronu Enchantress, szybko przyniesiono podobne dla Smierci. Przyniesion rowniez po medalionie wykutym z brazu dla Enchantress i Smierci. Demon wskazal reka na stol.
-Czas na uczte i odpoczynek. Przyjmij tez podziekowania mojego ludu. powiedziala nakladajac medalion i siadajac na jednym z krzesel.
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-07-02, 18:03   

Wręcz zastrzygła uszami na "jakiej nie widziałaś". Lubiła nowości. Ogólnie lubiła się uczyć. Do tej pory unikała jedzenia w towarzystwie, a raczej to ludzie unikali jej towarzystwa, gdy orientowali się, że podchodzenie zbyt blisko okazuje się być niebezpieczne. To plemię jeszcze nie wiedziało, w innym wypadku nie zaoferowałoby jej konia. Owszem, Śmierć umiała jeździć konno. Naukę tej sztuki przypłaciło całkiem sporo, głównie rzymskich zwierząt, lecz gdy tylko nadarzyła się możliwość podebrania rumaka jakiemuś denatowi skwapliwie korzystała z tej formy transportu.
W czasie jazdy do wioski słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, a ślady przemijania zaczęło nosić nie tylko coraz chudsze i zmizerniałe zwierzę ofiarowane Śmierci, ale również ona sama. Na jej twarzy pojawiały się pierwsze zmarszczki, a długie włosy stopniowo jaśniały. Nie chcąc go przypadkiem uśmiercić zsiadła z konia natychmiast po dotarciu do zabudowań i puściła wolno zakładając, że któryś z mieszkańców na pewno się nim zaopiekuje. Pochwaliła w duchu piktyjskie dzieciaki za zachowawczość w kontaktach z nieznanym. Większość przyglądała się jej z daleka, zachowując bezpieczną odległość, jednak jak zwykle któreś musiało dać się ponieść ciekawości.
- Nie dotykać - warknęła szczerząc kły, gdy zauważyła drobną rączkę zmierzającą ku jej ciału i jednocześnie gwałtownie się cofnęła. Ostatniemu Piktowi, który rzucił jej się z pocałunkami do stóp dziękując za ocalenie rodziny obumarły obydwie dłonie i pół twarzy. Jeszcze tego samego dnia odszedł w agonii. Ofuknięte dziecię ewidentnie się przestraszyło i natychmiastowo zastosowało do jej słów uciekając ku grupce głaskanej przez Enu.
Wkroczyła za Enchantress do namiotu, pierwszy raz widziała wnętrze takiego, więc poświęciła dłuższą chwilę na obserwację znajdującego się w nim wyposażenia i przedmiotów. Zaciągnęła się powietrzem i zapachem potraw. Uniosła głowę i spojrzała na sklepienie. Spędziła zaledwie kilka minut we wnętrzu, a już brakowało jej gwiazd.
Dosyć beznamiętnie przyjęła medalion nie do końca wiedząc, jak zareagować. Pierwszy raz się z czymś takim spotkała. Owszem, obdarowywano ją już kosztownościami, jednak nigdy w tak bezpośredni sposób. Gdy wisior zetknął się z jej dekoltem zaczął momentalnie zmieniać kolor na zielony pokrywając się warstwą patyny, a spoiwa łańcucha puściły niedługo później. Prezent upadł z brzękiem na podłogę, dokąd Śmierć odprowadziła go apatycznym wzrokiem.
- Przykro mi. Duchem przyjmije podziękowania, ciałem nie móc jednak zachować przedmiotu - rzekła, schyliła się, podniosła medalion i delikatnie odłożyła go na blat stołu zostawiając patynowe odciski swoich palców po tej stronie, która wcześniej nie zdążyła się jeszcze utlenić.
- To samo mebel - dodała tworząc kopię ofiarowanego tronu z otaczającej ją mgły. Umocowała kosę w jej oparciu i zatopiła się w osobiste, zmieniające falami kształt siedzenie. Nie czekając na gospodynię, a tym bardziej na rojące się wokół stołu ludzkie wojowniczki sięgnęła do stojącego nieopodal półmiska pełnego owoców, na które było zdecydowanie za wcześnie. Trzeba było przyznać mieszkańcom, że starali się wybrać te najmniej niedojrzałe, Śmierć chwyciła dwa, drobne, dzikie jabłka wyglądające na najbardziej cierpkie. W jej dłoniach zaczęły momentalnie nabierać kolorów czerwieniejąc i mięknąc. Jedno wręczyła Enchantress, a z drugiego zdążyła uszczknąć zaledwie gryz nim zgniło, a później rozsypało się w jej palcach.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-07-28, 13:39   

Enchantress również lubiła się uczyć o nowościach jakie ten świat ma do zaoferowania, ogólnie pochodziła z rasy która szanowała wiedzę, a biblioteki i archiwa były liczne i zawsze zajmowały dużą powierzchnię. Nic więc dziwnego, że chłonęła to co wymiar miał do zaoferowania. Poza tym, jakby nie uczyła się nic o tym świecie, marnym byłaby sojusznikiem. Trochę szkoda, że oferował tak słabych przeciwników, bądź w ogóle istoty do interakcji, które mogła zgładzić bez żadnego wysiłku jednym cięciem miecza. Dlatego też spotkanie Śmierci było zdecydowanie ciekawym wydarzeniem i dostarczyło jej nowych bodźców, nawet jeżeli było to uczucie łaskotania w odniesienie do niej samej, niemniej jednak ciekawie było obserwować jej interakcje z otoczeniem.
Zdecydowanie ciekawym zjawiskiem było gwałtowne starzenie się Śmierci. Czyżby ta istota potrzebowała słońca do życia? Enchantress zdążyła się już zorientować, że jedyne słońce w tym wymiarze ma olbrzymie znaczenie i wagę dla mieszkańców. Ciekawe co by powiedzieli na dwa slońca w wymiarze Enchantress? Ciekawa myśl, ale chyba nie do spełnienia, Enchantress zdążyła się już zorientować, że ludzie potrzebują...oddychać a jedną z możliwych form pozbawienia życia jest uduszenie lub utopienie, coś co w jej wypadku nie zdałoby egzaminu. Raczej żaden człowiek w jej wymiarze nie przeżyłby więc za długo.
Ofuknięte dziecko szybko dołączyło do grupki innych dzieci i wylądowało w uścisku Enchantress, tutaj przynajmniej nie miała się czego obawiać, bo demon wiedział już też ile siły można wkładac w uścisk by nie zrobić ludziom krzywdy.
-Rozumiem. Wybacz jeśli podarki są niestosowne lub niepraktyczne. Zrzuć winę za to na mnie, wiem o Twoich możliwościach praktycznie tyle samo co ludzie tutaj, nawet jeżeli wyciągam głębsze wnioski na podstawie obserwacji uśmiechnęła się lekko.
W końcu usiadła obok niej i spojrzała na nią i na to co dzieje się z jabłkami. Wpadła wtedy na dosyć ciekawy pomysł. Skinęła głową na jedną z wojowniczek, która podała jej misę z owocami, z której wzięła dwa jabłka.
-Spróbujemy czegoś, może uda Ci się zjeść więcej z kolejnego jabłka. Ugryź powiedziała trzymając jabłko w swojej dłoni, gotowa użyć własnych mocy, znanych tutaj jako nekromancja. Ciekawe czy uda się utrzymać jabłko dłużej przy życiu.
-Co sprowadza Cię w te strony? Poszukujesz czegoś? Jakiegoś artefaktu na przykład? zapytała po chwili.
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-07-30, 00:09   

Jej twarz nie wyrażała kompletnie niczego, gdy owoc obumarł. Wzięła tylko drobny kęs, lecz ten już podczas przełykania smakował zgnilizną. Aromat ten jednak nie spowodował żadnego grymasu. Przyzwyczaiła się. Wprawdzie jadła i piła by zaspokoić potrzeby jej słabego, wątłego ciała, lecz prawdę mówiąc mogła sobie to odpuścić. I tak umierała prędzej ze starości niż z pragnienia. Lubiła owoce, były słodkie. Przepadała również za miodem, z tego samego powodu oraz ze względu na fakt, że nie psuł się tak łatwo.
- Przeprosiny niepotrzebne. Ominescentny nie wykazujeby zaintersowania mą osobą. Wykazujesz. Ominescentna nie jesteś. Ludzie robić z resztą wiele niepotrzebna rzeczy ze wdzięczności - przed oczami znów stanął jej ten mężczyzna całujący stopy. Co to za głupia tradycja? Stopy były brudne, nierzadko zniszczone, nosiły więcej chorób i zarazków niż dłonie, a całowanie w nie nie sprawiało przyjemności ani całowanemu ani całującemu. Innych form pocałunku Śmierć nie znała, by móc porównać.
Spojrzała na Enchantress, gdy ta zaoferowała jej jedzenie z dłoni. Spojrzała na jabłko. Znów na Enchantress. W jej wzroku dało się dostrzec zdziwienie. Ten poziom spoufalania nie był jej bliski nawet wśród rodzeństwa. Czyżby z ręki innej osoby nie jadły konie i inne zwierzęta, ewentualnie bardzo małe dzieci, lub starzy i niedołężni? Spojrzała na swoje dłonie. Pomarszczone. Ściągnęła brwi i zgromiła demona jakby karcącym wzrokiem. Nie była niedołężna!
- Wciąż móc jeść samodzielnie. Nie myśl sobie - burknęła, komunikując swoją niezależność, ale schyliła się ku Enu i wbiła drobne, lekko żółknące ze starości, lecz wciąż zdrowe zęby w owoc. Ku jej zaskoczeniu miąsz owocu wciąż pozostawał soczysty, a skórka jędrna mimo dotykania ich ustami. Dopiero gdy oderwała kęs nastąpił proces rozkładu.
- Umm - mruknęła przełykając - Nie działa - skwitowała krótko, dosyć niemiłym tonem. Jakby wręcz się ciesząc, że nie będzie musiała kontynuować tego uwłaczającego procederu - Lecz nie ważna. Konsumpcja dla smaków. Nowych. Zepsucie również nowym smakiem - wytłumaczyła się z niezrozumiałego dla siebie powodu nie chcąc urazić Enchantress. Rozejrzała się po stole, a jej uwagę przykuł ser. Tak, to było dobre! Uszczknęła kawałek dosyć jasnego twarogu, a ten powoli, nim doniosła go do ust dojrzał jej w palcach w żółtawą, twardą goudę.
- Naiwność i głupota. Poszukuję podobny mi. Z tego samego ojca, z tej samej gliny, ulepiona ta sama ręką, stworzona na początku wszystkiego, a celem wszystko zakończyć. Tego, których ludzkość się obawia i tego które ludzkość wyniszczają - odparła dosyć enigmatycznie - W tych stronach ludzkość wyniszczają się jednak z powodzeniem sami. Nie poszukam, czego poszukuję. Pragnę sprowadzić się w inna strona, gdy wystarczająco rzymski serca przestanie bić, by przywrócić rytm mojemu - mówiąc to podniosła dłoń i zacisnęła ją w pięść na klatce piersiowej. Nie potrafiła wytłumaczyć uczucia, które ogarnęło ją po utracie wioski, która darzyła ją wręcz boskim kultem. Nie rozumiała ucisku w klatce piersiowej, który jej od wtedy towarzyszył. Nie potrafiła wytłumaczyć też, czemu było jej lżej, gdy mordowała temu winnych.
--------------------
 
 
 Enchantress


Informacje
Imię i nazwisko: Enchantress/June Moon
Pseudonim: Enchanstress
Miasto: Bludhaven/Gotham
Wiek: ponad 6000 lat
Grupa: Villains
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-08-11, 00:33   

Enchantress wsłuchiwała się w odpowiedź nieznajomej. Omniscentny. Ciekawe i trudne słowo. Rozumiała jego znaczenia, jednak nie zauważyła by by używali go ludzie, nie było to też popularne słowo w wymiarze, z którego pochodziła. Ktoś kto jest najwyraźniej powyżej nieznajomej wojowniczki. Ciekawa sprawa, wypadało by ją zgłębić, lecz była pewna, że jeżeli zarzuci ją teraz pytaniami, to ona raczej nie będzie zbyt skora do tego by odpowiedzieć.
Enchantress jedynie uśmiechnęła się widząc to piorunujące spojrzenie. Zupełnie nie rozumiała tych granic natury osobistej występujących na Ziemi i chyba także ta wojowniczka im podlegała. Dystans zachowuje się jedynie wobec Królowej i jej przybocznej straży.. Podawanie sobie różnych rzeczy, stanie bardzo blisko siebie czy dotykanie się było dla niej cłakowicie normalne, bowiem tak zachowywało się jej społeczeństwo, bawiła więc ją niezmiernie sytuacja zastana tutaj.
-Oczywiście. To tylko próba mojego pomysłu nic więcej, nie ma żadnej potrzeby by się denerwować. odparła swoim przyjemnym, aksamitnym wręcz głosem. Dopiero kiedy okazało się,że jej próba jedynie połowicznie się powiodła, popatrzyła zqawiedziona na jabłko, jakby to była wina owocu, po czym zabrała ręke i dokończyła jedzenie nadgryzionego owocu.
-Przykro mi, chciałam dobrze. Cokolwiek się z Tobą dzieję, wykracza to chyba poza moje możliwości powiedziała, wciąż zachowując uprzejmość. W końcu była dobrze wychowanym demonem.
Wsłuchała się zaciekawiona w kolejną wypowiedź.
-Mówisz zagadakmi, lecz to jest nad wyraz interesujące. Wnioskuję, że szukasz ulepionych tych samą ręką, czyli rodzeństwa, które jest równie dobrymi wojownikami jak Ty. Ciekawe, sama teraz chciałabym ich poznać. Mam nadzięję, że Twoje poszukiwania będa owocne, mogę też udostępnić mapy jakie posiadamy, przynajmniej tych okolic, by ułatwić poszukiwania postać intrygowała ją na tyle, że chciała zobaczyć co wyniknie z tego kiedy będzie chciała jej pomóc.
-Rozumiem, że zabijasz Rzymian z zemsty. Co takiego dokładnie Tobie uczynili? spojrzała na nią i wyciągnęła do niej rękę wiedzą, że poza łaskotaniem, ona przynajmniej może jej dotknąć.
-Twoja zemsta może również stać się moją ZRazem uciszymy tyle rzymskich serc le będzie potrzebny. Przysięgam Słowo demona było świętością!
 
 
 Śmierć


Informacje
Imię i nazwisko: Samantha Cohen
Pseudonim: Śmierć
Miasto: Metropolis
Grupa: Villains
Multikonta: Jedwabek, Omen, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-08-22, 01:25   

Zrezygnowała z owoców i ograniczyła się do sera. Był dobry, nawet bardzo i dojrzewał w interesujący sposób.
- To naturalny. Tak powinno się dzieje. Po prostu powinno mieć wytrzymalszy powłoka - odparła głosem jakby naznaczonym żalem, wyrzutem i rozczarowaniem. Do siebie? Do tych, którzy jej to zrobili? Do samej ludzkości i jej kiepskiej jakościowo fizyczności? Ciężko stwierdzić.
- Zemsty? - powtórzyła przypominając sobie znaczenie tego słowa - Tak, to może być zemsty. Odebrali mi moja własność - spojrzała w przestrzeń przypominając sobie rzeź - Odebrali mi zaspokajających pragnienie, zaspokajających głód i zaspokajających ciekawość. Zakpili z moja siła - zacisnęła szczękę po raz kolejny obiecując sobie, że ześle ich do miejsca, w którym będą wiecznie czuć głód oraz pragnienie. Do miejsca, do którego ciekawość prowadzi. Pokaże im swoją potęgę!
Odwróciła się na mgielnym krześle ku Enchantress i delikatnie chwyciła jej dłoń w swoje długie, już nie smukłe, a kościste, pomarszczone palce. Uniosła ją i przyłożyła knykcie do własnego czoła. Ten sposób okazywania szacunku wyniosła chyba z Nieba. Chyba. Nie zawsze była pewna, co już wiedziała, a czego nauczyła się dopiero na ziemi. Ludzki mózg też był strasznie ograniczony.
- Wdzięcznam, jednak... nie lubić się dzielić. Zemsty też - puściła dłoń demona, chwyciła kosę i opierając się na niej ciężko dźwignęła się z siadu. Ledwo była w stanie ustać o własnych siłach i to tylko dzięki wspieraniu się na broni niczym na kosturze
- Pragnienie udać się na spoczynek. Obejrzeć mapy rankiem - zakomunikowała i ruszyła powoli, chwiejnie ku wyjściu z namiotu.
--------------------
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8